Jakub Byrczek

miejsca Konkurs fotograficzny

Ocena nadesłanych zdjęć
Portretów fotograficznych starców i staruszek widzieliśmy wszyscy bez liku. Ks. Wiesław Terez z Mrągowa fotografuje zaledwie od roku. Tym bardziej godna uwagi jest siła, z jaką stara się oddać formę, a oddaje wyraz psychologiczny za pomocą światłocienia. Krańcowe światła i krańcowe cienie są trochę przesadzone, puste; lecz w sumie trudno się oprzeć myśli, że ta wnikliwość, z jaką przekazuje ów stop zmęczenia, rezygnacji, gorzkiej mądrości i długiego żywota — i niezłomności, ta pewność spojrzenia na człowieka tłumaczy się co najmniej po części tym, że autor zna dobrze psychikę ludzką.



Jakub Byrczek z Jaworzna-Borów. Portret podwójny. Siostry? Matka z córką? Nie wiem. Czym się martwią? Nie wiem. Ale w tych pochylonych głowach, w spojrzeniu donikąd — nie na siebie, nie w aparat, w opuszczonych kątach ust, w ucieczce młodszej do ramienia, w braku odpowiedzi starszej wyczuwa się patetyczne przeżycia. Ten portret jest psychologiczny, choć treści przeżycia nie dano nam odczytać. Może ktoś kogoś porzucił, może sytuacja materialna pogorszyła się, może przyniesiono czwartą dwójkę ze szkoły. Doskonale prosty, bardzo harmonijny, o bryłach wymodelowanych delikatnie, lecz w całej pełni, rąbkiem tła napomyka, że rzecz się dzieje nie w mieście. Obraz to ani trochę nie efekciarski, nawet mało efektowny, a jednak pełen uczucia. Prostota i powaga zdjęcia dobrze wróżą kol. Byrczkowi, który, zdaje się, wiekiem i stażem znajduje się na początku swej drogi artystycznej.
W „Bartku” kol. Byrczka młoda głowa z charakterystyczną brodą tysiąc dziewięćset sześćdziesiąt sześć jest dobrze umieszczona z boku, ma dość przestrzeni przed sobą; połowa szerokości głowy harmonijnie wypada w miejscu złotego działu całego fotogramu i harmonijnie kojarzy się z szerokim, przewiewnym niebem. Przyjemny uśmiech. Nastrój gaudeamus igitur. Nie ma problemów, jest psychologiczne osiągnięcie — zdrowia i pogody. Razi mnie tylko nieczytelność ciemnej plamy za karkiem: może to płaszcz, przytoczony do plecaka? Kształt jest przypadkowy, nie zdradza istoty przedmiotu.

Marian Nowak (Żagań): „Stroiciel” i „Za kierownicą”. Dwie czynności, dwie epoki, dwa temperamenty, dwa tempa reakcji psychicznych. I — odpowiednio — dwa ujęcia formalne. Skupioną, rozważną pracę stroiciela, obliczoną na godziny, skierowaną ku precyzyjnej jakości wyniku, autor wyraził w formach statycznych, z przewagą pasów poziomych, regularnych krzywizn i łagodnych uzgodnień walorowych, budujących pianino — instrument, który nam się kojarzy bardziej z Bachem i Chopinem niż z jazzem — i głowę człowieka, wyrosłego w innych czasach. Przeżyciom kierowcy nadał formy dynamiczne, płynne jak ruch, kontrastowe tonalnie, fragmentaryczne, widziane pod niezwykłym kątem i niewypracowane, zderzające się z wrażliwością przez swoją nerwową odruchowość. Autor nie połączył tych dwóch zdjęć w cykl; a jednak nadają się one do wspólnego ujęcia pod tytułem „Stare i nowe” bardziej od zdjęć, na których „mistery” Warszawy stoją obok jej ruder. Tylko że tu jedno drugiego nie wypiera i nie zastępuje. Zestawienie daje pole do zrozumienia pewnych cech charakterystycznych współczesności w plastyce.
Ale czy brak wypracowania sprzyja artystycznemu wstrząsowi odbiorczemu? Oj, nie wierzę.
W gobelinowo jednolitej „Wycieczce” Sławomira Jaroszewskiego (Warszawa) z uznaniem widzę wtopienie młodzieży w otoczenie leśne. Dochodzi ono prawie do zagubienia. Może to razić pedantów, ale jest usprawiedliwione nie tylko warunkami optycznymi miejsca, lecz także specyficznym nastrojem, jaki ogarnia w lesie ludzi wrażliwych: poczuciem pewnego oderwania od towarzystwa, pochłonięciem zdolności czucia przez przyrodę — szum w górnych gałęziach, ogólne zacienienie, suchość lub wilgotność powietrza, odmienną od sąsiednich terenów itd.
„Homo” Sławomira Jaroszewskiego interesuje wyborem modela, kompozycją, w której najważniejsze elementy treściowe pokrywają się z najważniejszymi elementami plastycznymi: twarz i ręce nie znajdują się na przekątnej, lecz ciekawie oscylują w rytmicznych, zygzak tworzących odchyleniach od niej, przez grę światłocienia, np. w przeciwstawieniu walorów obu rąk; przez ekspresję nie tylko twarzy, ale i rąk. Gest się nie tłumaczy wyraźnie, lecz jest zupełnie naturalny przy takich czynnościach, jak np. pochylenie się do taczki, postawienie na ziemi kubła lub powstanie od jakiejś roboty z lepkim materiałem, np. gliną.
Tenże autor: „Węglarze”. Jest ład w tym pozornym bezładzie, jest jedność w rzekomym nawaleniu byle jak na wóz węgla, wagi, ludzi, deski, łopaty, szmat itd. A jeśli się przypatrzyć dokładnie, to kompozycja układa się według linii, promieniście rozchodzących się z lewego górnego rogu. Jedyny drobny zarzucik: przypadkowo wygląda na to, że dolny węglarz całuje górnego w rękę. Zupełnie nieprawdopodobne.

"Fotografia" Nr 2, Luty 1967 r., Jan Sunderland

Słów.kilka
Kim jest Jakub Byrczek? A to ciekawe!... Jest czołowym przedstawicielem tzw. fotografii elementarnej. Przestał skupiać się na tym, co jest na zdjęciu, a zaczął badać samą naturę światła i procesu powstawania obrazu. Często tworzy kopie stykowe (bez powiększania), podkreślając autentyczność zapisu. Jest założycielem legendarnej Galerii Pusta oraz animatorem życia artystycznego na Śląsku. W Jaworznie stworzył „Żywy Skansen Fotografii” oraz autorski program edukacyjny "Szkoła Widzenia", gdzie uczy ludzi (szczególnie młodych), jak patrzeć na świat uważnie i bez pośpiechu. Fascynował się także fotografią otworkową (pinhole), szukając w niej prostoty i pierwotnej magii światła.

bibliografia