Szkoła Podstawowa nr 6
Szkoła Podstawowa nr 6 im. St. Żeromskiego - 1962 r.Słowo wstępne
Przechodząc ulicą Grunwaldzką, w pobliżu przejazdu kolejowego, zwracamy często uwagę na budynek szkolny. Jest to Szkoła Podstawowa Nr 6 im. Stefana Żeromskiego. Wielu przechodniów mijających budynek tej szkoły przypomina sobie dawne lata, kiedy będąc dzieckiem uczęszczał do niej.
W dniu dzisiejszym obchodzimy Jubileusz 50-lecia istnienia tej szkoły. 50 lat to okres długi, w którym wiele, bardzo wiele się działo.
Szkoła nasza przetrwała niewolę, okres międzywojenny, okupację i wreszcie doczekała się Polski Ludowej. Ileż młodzieży uczęszczało do tej szkoły? Tysiące. Rok rocznie - przez 50 lat wstępowali w jej progi dziewczęta i chłopcy, aby nauczyć się podstawowej wiedzy o życiu, aby przygotować się do życia - i rok rocznie, po siedmiu latach nauki opuszczali mury szkolne.
W okresie od roku 1912 aż do września 1939 roku edukacja uczennic i uczniów kończyła się najczęściej w tym budynku. Ciężkie warunki materialne rodziców, jedyna szkoła średnia w Chrzanowie na cały powiat powodowały, że tylko nieliczni, bardzo nieliczni uczniowie mieli szczęście ukończyć szkołę średnią, a wyjątkowo szkołę wyższą. Wielu uczniów wówczas nie kończyło nawet 7-mej klasy, - gdyż aby pomóc rodzicom, jako małoletni szli do pracy, a gdy tej nie można było znaleźć - szli na hałdę zbierać węgiel.
Przyszła koszmarna okupacja, podczas której zapanowała nędza, prześladowania, niepewność jutra. Budynek szkolny przez te lata przestał pełnić rolę kuźni wiedzy. Okupant otoczył go zasiekami drutu kolczastego, obstawił posterunkami, w oknach pozakładał kraty, a do budynku sprowadził jeńców angielskich.
Po ciężkich latach okupacji nadeszła wreszcie wolność. Znów budynek szkolny otworzył szeroko bramy dla łaknącej wiedzy młodzieży. Z jaką radością i pilnością uczyła się wówczas młodzież, aczkolwiek warunki były ciężkie. Budynek zniszczony, ogołocony, brak sprzętu szkolnego, brak pomocy naukowych, brak podręczników utrudniał naukę. Licho okryci i niedożywieni uczniowie wykazali wyjątkowy zapał do nauki.
Trudności te zostały szybko usunięte, sam budynek odnowiono, ulepszono, zaopatrzono w nowoczesne sprzęty szkolne i pomoce naukowe, młodzież syta, dobrze ubrana, miała i ma szerokie perspektywy na przyszłość, gdyż szkoła ta przestała być metą, na której kończyła się nauka młodzieży.
Uczniowie i uczennice po ukończeniu klasy VII w bardzo wysokim procencie kontynuują dalszą naukę czy to w szkołach ogólnokształcących czy też w szkołach zawodowych, których jest coraz więcej. Wielu z nich po ukończeniu szkoły średniej studiuje na wyższych uczelniach. Iluż uczniów i uczennic tej szkoły ukończyło wyższe studia i zajmuje dzisiaj odpowiedzialne stanowiska. Właściwie można powiedzieć, że start od roku 1945 był jednakowy dla wszystkich uczniów i jest nim nadal.
Dalsze zdobywanie wiedzy i kwalifikacji już nie zależy od warunków materialnych rodziców, gdyż nauka we wszystkich typach szkół jest nie tylko bezpłatna, a pilny uczeń czy student otrzymuje stypendium, które pozwala mu ukończyć studia bez pomocy domu. Optymalne warunki nauki zaistniały dzięki Partii i Rządowi Polski Ludowej.
Polska Ludowa dając tak wielki wkład w szkolnictwo ma nadzieję i pewność, że wkład ten jest kapitałem, który z wysokim procentem młodzież po ukończeniu szkoły odda w formie swej pracy, pracy sumiennej, pracy uczciwej dla dobra naszej Ojczyzny, Polski Ludowej.
Kazimierz Majcherek
Historia szkoły
Rozwój szkolnictwa w Jaworznie, łączy się ściśle z rozwojem miasta, które z małej osady górniczej, posiadającej obfite pokłady węgla kamiennego, stało się największym miastem w powiecie chrzanowskim liczącym obecnie 58.000 mieszkańców. Rozwój miasta jest bardzo nierównomierny. Wystarczy wspomnieć, że w roku 1870 Jaworzno liczyło tylko 3.700 obywateli, w roku 1900 posiada 9.600 mieszkańców, w roku 1910 sięga do 15000. Tuż przed drugą wojną światową osiąga cyfrę 23 tys. ludności. Największy rozwój miasta a z nim i przemysłu przypada na lata 1945-52.
Początkowo domy skupiały się wokół rynku, które tworzyły śródmieście, a potem powstawały dzielnice a mianowicie: Stara Huta i Niedzieliska, Pechnik, Podłęże, Chrusty, Bory, Drzewianki i inne. Charakterystyczną cechą tych dzielnic jest to, że powstają one w pobliżu szybów. Są one bardzo ubogie i przeważnie budowane z kamienia wapiennego.
Przed rokiem 1912 istnieją w Jaworznie trzy szkoły, a to: w śródmieściu przy ulicy Adama Mickiewicza, w Niedzieliskach i na terenie dzielnicy Stara Huta. Okazało się jednak, że są one niewystarczające i już nie pomieszczą mas dzieci obowiązanych uczęszczać do szkoły. Okazała się wtedy konieczność zbudowania nowej szkoły i po pertraktacjach postanowiono zlokalizować ją na Pechniku, jako jednej z największych dzielnic, tym bardziej,że do niej przylegały takie dzielnice jak Chrusty, Podłęże, i Drzewianki. Poza tym Pechnik był położony centralnie w stosunku do pozostałych.
Szkołę tę wybudowało Gwarectwo Jaworznickich Kopalń Węgla w latach 1910-1912. Jak na ówczesne stosunki budynek ten był nowoczesny a sam fakt, że posiadał 36 m długości, 20 m szerokości i był dwupiętrowy, zaliczony był do supernowoczesnych. W budynku były dwie szkoły: żeńska i męska. Każda z nich dysponowała 6 salami wykładowymi, gabinetem na pomoce naukowe i kancelarią dla kierownika szkoły. Nie zapomniano też o instalacji elektrycznej, wodociągach i ustępach, których jednak nie spłukiwano wodą, ale mieściły się wewnątrz budynku. O sali gimnastycznej nie można było wtedy marzyć, ale przed szkołą przeznaczono dość obszerne miejsce na boiska wówczas nazwane polem ćwiczeń gimnastycznych. Rada Szkolna Miejscowa zobowiązała się płacić Gwarectwu czynsz w wysokości 6.000 koron austriackich.
Dzieciom, które uczęszczają do szkoły przypomina się, że ta część Polski w tym czasie była pod zaborem austriackim.
Poza budynkiem szkolnym wybudowano parterowy dom przeznaczony dla kierownika szkoły męskiej i żeńskiej. Dla społeczeństwa Pechnika i przyległych okolic, a szczególnie dla dzieci wybudowanie takiej szkoły było wielkim wydarzeniem, gdyż nie musiały uczęszczać do szkoły w śródmieściu względnie do Niedzielisk.
Szkoła jednak nie była tak zorganizowana jak dzisiaj. Była tylko czteroklasową. Kierownictwo szkoły żeńskiej powierzono nauczycielce szkoły żeńskiej ze śródmieścia Marii Pawlikowskiej, a kierownictwo szkoły męskiej Janowi Błaszczykowi. W każdej ze szkół były po cztery siły nauczycielskie wraz z ich kierownikiem. Taka organizacja obu szkół przetrwała do roku szkolnego 1920/21.
W roku 1914 nie rozpoczęła się nauka w dniu 1 września z powodu wybuchu I wojny światowej. Przyczyną tego było zmobilizowanie nauczycieli i zajmowanie przez wojsko budynku na kwatery. Wybuch I wojny światowej był wielką nadzieją dla narodu polskiego, gdyż w wyniku jej spodziewano się rozpadnięcia Monarchii Austriacko-Węgierskiej, przegrania wojny przez Niemcy i upadku carskiej Rosji. Nadzieje ta ziściły się w roku 1917/18, dzięki Rewolucji Październikowej w Rosji i przegranej wojnie przez Niemcy i Austrię. Wydarzeń historycznych nie będzie się rozpatrywało w historii szkoły na Pechniku, gdyż nie jest to celem "Jednodniówki", faktem jest jednak, że w roku 1918 Polska odzyskała niepodległość. Władzę w kraju i w szkolnictwie objęli Polacy. Zmieniono też już w 1918 roku program nauczania.
Od roku szkolnego 1921/22 obie szkoły przemianowano na 5-klasowe, to znaczy, że najwyższą klasą w każdej z nich była klasa piąta. W roku szkolnym 1923/24 obie szkoły były 6-cio klasowe. W związku z rozwojem szkół, powszechnym obowiązkiem uczęszczania młodzieży do szkoły podstawowej /wówczas nazwanej powszechną/, zwiększyła się wydatnie ilość nauczycieli.
W roku 1927/28 przemianowano obydwie szkoły na 7-mio letnie. Nowa organizacja obu szkół była również wielkim wydarzeniem dla Pechnika, gdyż młodzież miała możność ukończenia pełnej 7-mio klasowej szkoły we własnym budynku i nie musiała klasy VII kończyć w śródmieściu.
W związku z rozwojem i stabilizacją stosunków, wymagania programowe były w tych szkołach takie same jak w śródmieściu, Krakowie czy w Warszawie.
Mimo podniesienia szkoły na Pechniku do tak wysokiej rangi, młodzież pechnicka nie mogła kształcić się dalej. Nieliczni tylko absolwenci wstępowali do szkół średnich ogólnokształcących, technicznych czy zawodowych, bo po pierwsze na terenie Jaworzna szkoły takie nie istniały, a przeciętny obywatel był tak biedny, że nie mógł nawet najzdolniejszych dzieci posłać do szkoły w Chrzanowie, nie mówiąc o studiowaniu na wyższych uczelniach. Na to składało się wiele czynników, jak kryzysy gospodarcze, olbrzymie bezrobocie a w związku z tym bardzo niska stopa życiowa. Dziś starsi nauczyciele i rodzice pamiętają, że wiele ówczesnej młodzieży nie miało podręczników, zeszytów, a olbrzymia większość młodzieży przychodziła boso do szkoły.
Mimo tych trudności wiele byłych uczennic i uczniów tej szkoły ukończyło różne studia i dziś zajmują wysokie stanowiska w przemyśle węglowym, w handlu i wojsku, w marynarce handlowej i wojennej i różnych innych instytucjach. Trudno tu podawać nazwiska byłych absolwentów, jest jednak faktem, że większość z nich ukończyła tą szkołę w latach 1927-1939.
Osobny rozdział historii szkoły przypada na lata 1939/40 do 1944/45.
Rozpoczęcie roku szkolnego 1939/40 wyznaczone było na poniedziałek, dnia 4 września, o czym doniosły dzienniki już w połowie sierpnia. Tymczasem od szeregu miesięcy na horyzoncie politycznym zaczęły się gromadzić odznaki zbliżającej się burzy dziejowej. W dniu 1 września przypuszczenia te stały się rzeczywistością, gdyż we wczesnych godzinach porannych obudził mieszkańców Jaworzna potężny huk bomb zrzucanych na terytorium Polski przez niemieckie samoloty.
Z dniem tym rozpoczęła się wielka tragedia dla narodu polskiego, dla dzieci i dla szkolnictwa. W kilka dni po rozpoczęciu wojny wkroczyły wojska niemieckie, które zajęły budynek, niszcząc urządzenia, pomoce naukowe i bibliotekę. Kierownik szkoły Ignacy Szufa zdążył przed przyjściem wojsk niemieckich ukryć niektóre pomoce i archiwum szkolne, a między innymi sztandar szkolny, który zakopał w ogrodzie, ale niestety pamiątkowy sztandar zbutwiał w ziemi, natomiast dokumentacja szkoły została uratowana. Wojska okupacyjne przebywały w szkole 6 tygodni. Od 15 października 1939 roku uruchomiono szkołę. Trudno jednak tu mówić o należytym jej funkcjonowaniu. Oprócz połamanego sprzętu szkolnego nie było żadnych pomocy naukowych. Młodzież zastraszona wypadkami wojennymi zgłaszała się do szkoły. Trudno tu szczegółowo opisać te wszystkie okropności. Wystarczy wspomnieć, że program nauczania został przez okupanta okrojony, że z trudnością można było nauczyć dzieci czytać i pisać. Przede wszystkim nie pozwalano uczyć geografii i historii Polski, ograniczono ilość godzin języka polskiego, natomiast wprowadzono język niemiecki. Brak podręczników, zeszytów i innych pomocy naukowych utrudniał wszelkie poczynania nauczycielstwa. Prócz tego nauczycieli używano do różnych prac w administracji miasta, a dzieci wysyłano do zbioru ziół leczniczych, złomu itp. Głodowy przydział żywności, brak obuwia i odzieży przyczynił się do obniżenia frekwencji w szkole do 25%. Dzieci potrzebne były też rodzicom do wystawania w t.zw. "ogonkach" po mizerny przydział chleba, margaryny i ziemniaków. Maksymalna ilość godzin tygodniowo przyznana była dla kl. I, II, III i IV w wysokości 12 godzin, a dla kl. V, VI i VII 18 godzin. Do prowadzenia nauki pozostawiono nauczycielowi polskiemu tylko kredę.
Poza tym wiele dzieci zostało osieroconych przez wywóz rodziców do obozów, wielu nauczycieli zaaresztowano i wywieziono również do obozów. Górnicy zatrudnieni w kopalniach przy głodowych porcjach żywnościowych upadali z sił. Trudno na kilku kartkach "Jednodniówki" opisać te wszystkie okropności, można krótko określić, że te pięć lat okupacji dla mieszkańców Jaworzna, było życiem pełnym udręczeń.
W roku 1942/43 budynek szkolny przeznaczono na obóz dla angielskich jeńców a dzieci musiały uczęszczać do szkoły w Niedzieliskach. Przy katastrofalnym zubożeniu ludności, dużo dzieci nie mogło uczęszczać do wymienionej szkoły. Gdyby taki stan istniał dalej, młodzieży groził analfabetyzm. Na szczęście zbliżał się rok 1945.
Już we wrześniu 1944 roku ewakuowano ze szkoły jeńców angielskich. Nad Polską, a tym samym nad Jaworznem coraz częściej pojawiały się eskadry bombowców amerykańskich, sowieckich i angielskich, wreszcie 22 stycznia 1945 roku pojawiły się pierwsze patrole radzieckie, nagły odwrót znienawidzonych hitlerowców i wreszcie oczekiwana z utęsknieniem wolność.
Po przeniesieniu się walk w kierunku Śląska, usunięto kolczaste druty otaczające szkołę. Wewnątrz budynek szkolny przedstawiał straszny wygląd. Ściany sal i korytarze były brudne, szyby w oknach powybijane, piece zniszczone. Całość przedstawiała straszny wygląd! Ze sprzętu szkolnego nie pozostało ani śladu. W tych warunkach rozpoczęto organizację szkoły. Decyzją Miejskiej Rady Narodowej połowę budynku oddano do dyspozycji szkoły podstawowej a część frontową dla nowozorganizowanego Liceum Ogólnokształcącego. Kierownictwo szkoły żeńskiej objął Kier. Kazimierz Majcherek, a kierownictwo szkoły męskiej - Kier. Ignacy Szufa. Dzieci jednak uczyły się na zmiany w połowie budynku.
W roku szkolnym 1947/48 Liceum otrzymało do własnej dyspozycji barak przy ul. Żwirki i Wigury, wobec tego front budynku przydzielono szkole męskiej, a drugą połowę oddano do dyspozycji szkole żeńskiej.
Stan taki trwał do końca roku szkolnego 1952/53. Decyzją władz szkolnych z dniem 1 września 1954 r. postanowiono zorganizować szkołę koedukacyjną, którą do chwili obecnej prowadzi Kierownik Kazimierz Majcherek.
Po naprawieniu szkód w budynku szkolnym wyrządzonych przez działania wojenne, co roku podczas ferii wakacyjnych oprócz remontów bieżących wykonywano szereg poważnych przeróbek i tak:
- ustępy dotychczas niespłukiwane przerobiono na spłukiwane i skanalizowano cały budynek szkolny,
- instalację elektryczną, która była na zewnątrz ścian umocowana, przerobiono według najnowszych wymogów,
- przerobiono instalację wodociągową doprowadzając wodę nie tylko do ustępów i umywalni ale i do gabinetów,
- urządzono gabinety: fizyko-chemiczny i biologiczny oraz zastępczą pracownię robót,
- urządzono gabinety: lekarski i dentystyczny,
- urządzono pokój nauczycielski i specjalne pomieszczenie na spółdzielnię uczniowską,
- ogrodzono cały teren szkolny ogrodzeniem z prefabrykatów, a od głównej ulicy siatką żelazną,
- przeprowadzono niwelację otoczenia szkoły i urządzono boiska szkolne,
- urządzono działkę szkolną, jak również uporządkowano ogródek kwiatowy przed szkołą,
- zaopatrzono szkołę w nowy sprzęt szkolny i pomoce naukowe,
- zorganizowano bibliotekę szkolną, która liczy obecnie 4.300 tomów.
Wszystkie te prace wykonane zostały olbrzymim wysiłkiem Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Jaworznie, które przeznaczając na ten cel duże kwoty nie tylko z budżetu miejskiego, ale z budżetu dodatkowego, zawsze stawiało potrzeby szkół w Jaworznie na pierwszym miejscu.
Wiele wysiłku i pracy poświęcił dla dobra szkoły Komitet Rodzicielski, zwłaszcza w składzie osobowym pracujący od kilku lat pod przewodnictwem mgr Franciszka Czopika, związanego całym sercem z tutejszą szkołą.
Z dużą pomocą tutejszej szkole spieszy Komitet Opiekuńczy, którym jest Fabryka Chemiczna "Azot". Dyrekcja, Rada Zakładowa oraz Komitet Zakładowy P.Z.P.R. okazują tutejszej szkole nie tylko dużo życzliwości, ale pomocy. Świadczeń i prac, które Fabryka "Azot" wykonała dla tutejszej szkoły jest tak wiele, że ze względu na ograniczoną objętość tej "Jednodniówki" nie można ich wymienić.
Budynek szkolny, aczkolwiek na zewnątrz pięknie wygląda i nawet niezbyt odbiega od nowoczesnego wyglądu, wymaga jeszcze wielu wkładów i środków. Konieczna jest budowa sali gimnastycznej i sali prac ręcznych oraz konieczny jest kapitalny remont budynku, zwłaszcza dachu, tym bardziej, że w ostatnich miesiącach pokazały się poważne rysy ścian wewnątrz i zewnątrz powstałe na skutek szkód górniczych.
Szkoła tutejsza liczy 803 uczniów, pracuje w niej 23 nauczycieli, bibliotekarka, sekretarka, lekarz szkolny, lekarz dentysta i dwie woźne.
Komitet Redakcyjny
Wspomnienia z lat nauki
Już za parę tygodni ukończę VII klasę i opuszczę Szkołę Nr 6 w Jaworznie. Wesołe i zarazem smutne to będzie przeżycie. Wesołe, bo rozpocznie się dla mnie drugi nowy etap życia, a smutny dlatego, że opuszczę szkołę, w której przez siedem lat byłam uczennicą, pokonując mozolnie trudności nauki i przysparzając tym kłopotu moim wychowawcom, których teraz będę musiała pożegnać. Nic tak bardziej nie łączy ludzi z sobą, jak chwile pożegnania i w chwilach tych dużo się wzajemnie przebacza, więc myślę, że i mnie wychowawcy wybaczą wybryki, którymi ich martwiłam. Bo przecież przez 7 lat codziennie wychowawcy moi cierpliwie i z wyrozumieniem patrzyli na moje postępy i wybryki. Teraz, po tylu latach, zdaję sobie dobrze sprawę z tego nadmiaru dobroci ze strony nauczycielstwa. Bo pomyśleć tylko, zaczęło się od kresek i kółeczek, a kończy się na przeróżnych wzorach matematycznych, przepięknej literaturze no i na niekończących się podróżach po całym świecie.
Dzień po dniu przez siedem lat wychowawcy moi oświecali mój umysł i wskazywali drogi przyszłego mojego życia. Jakże im jestem wdzięczna za tę wiedzę. Nigdy nie będę mogła zapomnieć garstki nauczycieli, jak również sal i korytarzy, gdyż każdy zakątek szkoły dzielił przez siedem lat moje smutki i radości. Przez siedem lat codziennie witał mnie ten sam dzwonek i te same czerwone mury. Wydawało mi się nieraz, że kiedy byłam w szkole wesoła, to i ściany były bielsze i dzwonek radośniej dzwonił, a kiedy zdarzyły się niepowodzenia, to korytarze swoim mrokiem współczuły mi i zachęcały do dalszej pracy. Piękne to były czasy i bezpowrotnie minęły - i tylko wspomnienia będą nieraz wypływały z głębi serca, aby się z nimi podzielić z drugą osobą. Przez 7 lat te same koleżanki i koledzy, ci sami wychowawcy - jak jedna wielka rodzina szliśmy przez życie, aby wreszcie dojść do dnia, w którym trzeba będzie sobie powiedzieć: "Żegnajcie mury wysokie, żegnajcie wszystkie klasy".
Barbara Wąsowicz z klasy VII a
Apel
Kiedy popatrzysz w sine fale morza,
Czy w dal błękitną zaoranych pól,
Czy rzucisz okiem w bezkresne przestworza,
Tam spotkasz ludzką pracę, wysiłek i znój.
Czy widzisz szeregi tych świateł błyszczących
I ciemne pióropusze dymiące z kominów ?
Czy słyszysz huk pociągów gdzieś w przestrzeń pędzących,
To dla ciebie praca i córko i synu .
Czy słyszysz w powietrzu warkot samolotu,
Który w sekundach przestrzenie przemija ?
Dzięki ludzkiej pracy stal zażywa lotów
I w błękit nieba swym ciałem się wzbija.
Wszystko co widzisz jest pracą tysięcy,
Bo stopę życia trzeba podnieść ludu;
Lecz do współpracy potrzeba nas więcej,
Weź do ręki książkę, nie oczekuj cudu .
Ty wiesz najlepiej, że pomóc nam trzeba,
By mieć codziennie kęs czerstwego chleba.
Ty wiesz, że praca nie jest dziś przekleństwem,
Jest sprawą honoru i błogosławieństwem .
Lecz serca nasze niech nie skamienieją,
Bo rozum bez serca jest tylko maszyną,
Niech serca z rozumem wzajemnie dojrzeją,
By świat w przyszłości nie stał się pustynią .
Franciszek Guzik
Do Nauczyciela
Spod łobuzerskich czupryn i splotu warkoczy
Na ciebie z zaufaniem patrzy setki oczu,
Jasnych jak słońce, z gorącym spojrzeniem,
Lub ciemnych i głębokich, ze smutku odcieniem.
Te jasne oczy, jak chabry przydrożne
I te aksamitne i jakieś żałosne,
Patrzą z ufnością w swego przyjaciela,
Towarzysza dzieciństwa i nauczyciela.
Co w nich wykrzeszesz swoją ciężką pracą,
Bądź pewien, że kiedyś sercem ci odpłacą
Za serce, które oddałeś im w darze,
Bo te dwie miłości chodzą z sobą w parze.
Za trud i serce nikt ci nie zapłaci,
Ani ci biedni, ani ci bogaci,
Bo obie wartości, które dajesz w darze,
Nigdy z zapłatą nie mogą iść w parze.
Wznieś w górę sztandar swego powołania,
Rola posłannictwa niech wszystko przysłania
Co niskie, co przyziemne,
Męcące, lecz jak szczęście zmienne.
Wznieś w górę swoje jasne czoło
I popatrz dumnie, a ujrzysz w około
Swą cichą pracę i wydane siły
Pełne poświęceń, co się w czyn wtopiły
I chociaż nagroda za to cię nie czeka,
Jesteś człowiekiem, zatem wierz w człowieka.
Ta wiara najszczersze uczucia rozbudza,
Ciebie szczególnie obowiązuje - wychowujesz ludzi .
Franciszek Guzik
Foto i tekst: Biuletyn wydany z okazji 50-lecia Szkoły Podstawowej nr 6 im. St. Żeromskiego w Jaworznie - 1912-1962.
bibliografia