Wszechwładni panowie Jaworzna

miejsca Wszechwładni panowie Jaworzna - II RP 1934 r.

Po 15 latach na kopalniach jaworznickich: „Kościuszko”, „Piłsudski” i „Jan Kanty”, poza zmianą nazw i właścicieli, nic więcej się nie zmieniło. Dawniej zyski z kopalń ciągnęli żydzi Guttmanni z Wiednia, dziś jest wprawdzie cokolwiek inaczej, bo olbrzymie zyski z kopalń, poza pensjami dyrektorskiemi, podzielone są między swoich.



Firma Junger i Horowita
Główne zyski ciągnie p. Junger, od szeregu lat prawdziwy dyktator Jaworzna. Junger do spółki z Horowitem, otrzymali wyłączność na sprzedaż węgla z kopalń jaworznickich. Ktokolwiek chce zakupić węgiel, musi się zgłosić do tej żydowskiej spółki, która swoje biuro sprzedaży posiada na Rynku w Jaworznie. Firma Junger i Horowitz, w gwarze przezwana „Szlabon”, jest rodzajem firm „Robur”, czy „Progress”, jakie istnieją na terenie Górnego Śląska, z tą tylko różnicą, że cieszy się nie tylko szczególnem poparciem wszystkich, lecz także nie potrzebuje opłacać tak wysokich podatków i opłat z handlu węglem, jak firmy górnośląskie. Mimo olbrzymich obrotów, właściciele firmy Junger i Horowit, stale narzekają na „kiepskie interesy”. Znawcy oceniają zyski firmy na 200 zł. dziennie, co wypadałoby około 6.000 zł. miesięcznie, a 72.000 rocznie. Jak na dwie osoby, to nawet i na jaworznickie stosunki jest bardzo dużo. Przy dobrych chęciach można by przecież dać możność zarobienia trochę pieniędzy kilku innym handlarzom, nie koniecznie żydom.
Nie narzekaliby wówczas furmani, którzy w ogonku czekać muszą nieraz całą dobę, nim z łaski p. Jungera naładują im węgiel. Plac przy kopalni „Kościuszko” staje się co noc wielkiem obozowiskiem furmanek i koni z całej zachodniej Małopolski.

Rządca Jaworzna
W naszych wędrówkach po Jaworznie spotykamy się bardzo często z osobą p. Mojżesza Jungera. Jest on osobą bardzo wpływową, posiadającą wpływy nawet w Krakowie, to też ludność miejscowa uważa go za faktycznego dyktatora i rządcę Jaworzna. Natomiast burmistrz miasta, p. Franciszek Racek, piastujący ten urząd od lat 18-tu, uważany jest tylko za figurę reprezentacyjną.
We wszystkich sprawach Jaworzna za czynnik decydujący uważany jest p. Mojżesz Junger. Zasiada on we wszystkich komisjach i komisyjkach, z ramienia B. B. W. R., jako „legun” jest radnym miejskim itd.
Mimo tych różnych dostojeństw przeciwko p. Jungerowi dają się słyszeć ciągłe szemrania, przyczem rzecz charakterystyczna, opozycjoniści narzekają na niego po kątach, by ich nikt nie słyszał, zaś sami jego towarzysze legjoniści, krzyczą głośno, zarzucając panu Jungerowi, że wcale „legunem” nie był i tylko podstępem miał się dostać do ich szeregów. Jaworzniacy bowiem, pamiętający wojnę światową, przypominają sobie, że p. Junger przez cały czas wojny nie opuszczał Jaworzna, chociaż ubrał się w mundur „gemeinera” w kadrze Jaworznickiej.
Powracając do sprawy Gwarectwa Jaworznickiego, wywołuje ogólne zdziwienie fakt, że Gwarectwo Jaworznickie ma aż dwóch dyrektorów generalnych. Jednym z nich jest pułkownik Brzozowski oraz p. Czertunczakiewicz. Obaj urzędują w Krakowie. Na miejscu w Jaworznie urzęduje dyrektor inż. Wachlowski.


Gospodarka miejska w Jaworznie
O ile chodzi o gospodarkę miejską, to faktycznie zależna jest ona od zarządu Gwarectwa Jaworznickiego. Sam burmistrz p. Franciszek Racek, wybrany na to stanowisko po raz pierwszy przed 18 laty, zawdzięczał je wówczas głównie Guttmannowi, właścicielowi kopalń. Pan Racek był bowiem sztygarem na kopalni „Rudolf”, był również przewodniczącym Kasy Brackiej.
Wychowany w atmosferze zależności od Gwarectwa, p. Racek nie może zdobyć się na samodzielną gospodarkę i nałożenie na zarząd Gwarectwa pewnych obowiązków. Bo przecież zarząd Gwarectwa nie powinien dawać „ochłapów” z „łaski”, ale jego obowiązkiem jest, na wzór zarządów kopalń górnośląskich, dać ludności Jaworzna wszelkie instytucje społeczne i socjalne, jakie posiadają ślązacy. Wszak węgiel wydobywa się pracą górnika, który prócz swoich zarobków, ma prawo żądać, choć część zysków, jakie przynosi jego praca, przeznaczono na budowę kanalizacji, ulic, szpitala miejskiego, założenie wodociągów, oświetlenia ulic itd.
Ze wstydem trzeba powiedzieć, że miasto o 23.000 mieszkańców, pogrążone jest w nocy w ciemnościach. Lampy rozmieszczone są co 200 metrów, przyczem na peryferjach, a mianowicie na Starej Hucie i Niedzieliskach ulice wogóle nie są oświetlane. Czy dlatego, że tam mieszkają sami biedacy?

Tekst i foto: Dziennik Ilustrowany dla wszystkich o wszystkim "Siedem groszy" 6 marca 1934 r., nr 64.

Słów.kilka
Na powyższym zdjęciu widać budynek z godłem państwowym przy wejściu, co mogłoby sugerować obecność urzędu lub komisariatu policji. Nic bardziej mylnego – to siedziba firmy Junger i Horowitz, zajmującej się hurtowym handlem węglem i posiadającej wyłączność na jego sprzedaż z kopalń Gwarectwa Jaworznickiego.
Obecność godła państwowego po prawej stronie wynika z posiadanej przez firmę koncesji na artykuły tytoniowe. W II RP handel tytoniem, solą czy alkoholem stanowił monopol państwowy. Sklepy z taką koncesją (tzw. trafiki) miały prawo, a wręcz obowiązek, wywieszać godło lub oficjalną tablicę, co nadawało im status placówki „państwowej”. Z kolei pojawiające się w tekście żartobliwe określenie „Szlabon” (pisane w gwarze przez „o”) wzięło się od charakterystycznego szlabanu kolejowego znajdującego się przy wejściu do sklepu.
Artykuł rzuca światło na szereg fascynujących aspektów dawnego Jaworzna, m.in. na lokalne układy monopolistyczne, działalność spółki Junger i Horowit oraz silne wpływy polityczne Mojżesza Jungera. Autor dobitnie uwypukla problemy infrastrukturalne i całkowitą zależność miasta od „Gwarectwa”, sugerując, że ogromne zyski z wydobycia węgla w żaden sposób nie przekładały się na jakość życia górników oraz poprawę standardów mieszkalnych w mieście.



bibliografia